Joomla extensions and Joomla templates by JoomlaShine.com

 

Instytut Niepokalanej Matki Kościoła

ul. Ks. F. Blachnickiego 25
34-450 Krościenko n. Dunajcem

Strona główna
Czytania na każdy dzień i nie tylko
20.07.2014.
 
Tematyka tej strony dotyczy Ruchu Światło-Życie. Pragnę podzielić się otrzymanym darem. Miałam okazję spotkać ks. Franciszka Blachnickiego w rodzinie, a potem w codziennym moim zaangażowaniu. Mogłam uczestniczyć w powstawaniu Jego dzieła, jakim jest Ruch oazowy.
Niech dane mi Światło i Życie dotknie również Ciebie.
Służę czytaniami mszalnymi na każdy dzień, przygotowanymi dla lektorów;
Przedstawiam słowa Karola kardynała Wojtyły i papieża Jana Pawła II skierowane do Ruchu Światło-Życie;
Przekazuję świadectwa o ks. Franciszku Blachnickim i pewną część jego wypowiedzi liturgicznych, zwłaszcza w Biuletynie Odnowy Liturgii.

Ika
Zmieniony ( 24.07.2014. )
 
Bł. Albertyna Berkenbrock
16.07.2014.

Albertyna Berkenbrock urodziła się 11 IV 1919 r. w osadzie São Luís, w gminie Imaruí, w stanie Santa Catarina, w Brazylii. Została ochrzczona 25 V 1919 r., bierzmowana była 9 III 1925 r. Komunię św. przyjęła 16 VIII 1928 r. 

Wychowała się w pobożnej rodzinie. Już w dzieciństwie nauczyła się modlić z wielką pobożnością i gorliwie praktykowała wiarę katolicką. Miała szczególne nabożeństwo do Matki Bożej i do św. Alojzego Gonzagi, który jest wzorem czystości i patronem São Luís. Chętnie pomagała rodzicom w domu i w gospodarstwie.

„Jej bliscy, ludzie o czystej, otwartej, prostodusznej wierze i  szczerej pobożności, od początku wychowywali ją w prawdach wiary i w zasadach moralności chrześcijańskiej, zaszczepiając w Albertynie świadomość przynależności do Chrystusa i życia cnotami chrześcijańskimi. Świadkowie procesu beatyfikacyjnego opowiadają nam, z jaką prostotą i pobożnością ukochała ona modlitwę, i jak nauczyła się z pilnością jej formuł i z jaką gorliwą miłością je recytowała.

Regularna spowiedź, Eucharystia w której uczestniczyła wytrwale, Komunia przyjmowana z zapałem były jej zwykłymi drogami w nadzwyczajnej wędrówce ku świętości. Jeden dzień, właśnie, który ona zapamiętała spośród wielu innych, jako najszczęśliwszy ze swojego życia to dzień spotkania, Pierwszego Spotkania, ze swoim Boskim Oblubieńcem w Sakramencie Eucharystii. Temu Oblubieńcowi będzie później całkowicie wierna i Jemu całkowicie oddana. W środowisku prostym i chrześcijańskim swojej rodziny, Albertina dorastała pomagając rodzicom i formując się do życia w pełni i w prawdzie. W jej życiu owoc świętości dojrzał szybko.”- Takie cechy jej życia podkreślano w homilii w Eucharystii w dniu beatyfikacji

Swoją dojrzałością duchową przewyższała rówieśników i była dla nich przykładem, podziwiali ją też dorośli. Była pilną uczennicą, znała Katechizm i zachowywała Dziesięcioro Bożych Przykazań. Zauważano w niej zdolność łączenia posiadanej wiedzy religijnej z życiem: nigdy nie odpowiadała na zaczepki rodzeństwa, gdy ją drażniło, nawet w zabawach i różnych grach dziecięcych widoczne było jej chrześcijańskie wychowanie. Cieszyła się gdy mogła się bawić z najbiedniejszymi dziećmi i dzielić się nimi z chlebem. Chlebem dzieliła się z dziećmi swojego przyszłego zabójcy, a nawet z nim samym, z Maneco Palhoça, Afrykańczykiem, pracownikiem jej ojca.

15 VI 1931 r., gdy Albertyna szukała cielęcia, które się zgubiło, natknęła się na Maneco, który zbierał fasolę do koszyka. Zapytała, czy widział cielę, wskazał niewłaściwy kierunek, aby zwabić ją tam, gdzie by mógł zaspokoić swoje żądze. Nieświadoma Albertina idąc na wskazane miejsce, doszła do zalesionej okolicy. Usłyszawszy odgłos łamanych gałązek odwróciła się, myśląc, że to cielę i spotkała się twarzą w twarz z Maneco. Była przerażona. Poinformował ją o swoich zamiarach, ale ona stanowczo mu odmówiła. Albertyna walczyła o zachowanie czystości. Nawet wtedy gdy rzucił ją na ziemię, ona starała się okryć. Wściekły, że został moralnie pokonany przez młodą dziewczynę, Maneco chwycił ją za włosy i poderżnął jej gardło nożem, zdążyła mu jeszcze powiedzieć: „Nie chcę grzechu!”. Zginęła w obronie czystości. Miejscowa położna stwierdziła, że nie doszło do próby gwałtu. 

Maneco próbował ukryć zbrodnię. Powiedział, że znalazł jej ciało i oskarżył João Candinho o zabicie jej, ten zapewniał o swojej niewinności. Najbliższych zaniepokoiło to, że kiedy Maneco przechodził przez pokój, w którym złożone było ciało Albertyny, i zbliżał się do niej, to za każdym razem, sączyła się krew z rany na szyi.

Dwa dni później  prefekt gminy Imarui João Candinho przeprowadził badanie: położył krzyż na piersi Albertyny, kazał João Candinho’wi położyć ręce na krzyż i przysięgać, że jest niewinny, w tym momencie rana przestała krwawić – tak zeznali świadkowie.

Maneco usiłował uciec, ale został zatrzymany, i wtedy przyznał się do tej  zbrodni, jak również dwóch innych zabójstw. Sąd skazał go na dożywocie. W więzieniu zwierzył się współwięźniom, że zamordował Albertynę, bo uniemożliwiła mu próbę gwałtu.

Została pochowana na cmentarzu w São Luis, ale ze względu na sławę męczeństwa i otrzymywane łaski, jej ciało zostało przeniesione do kościoła w São Luis. Beatyfikowana była 20 X 2007 r. w Tubarão, w Brazylii, przez Ks. Kardynała Józefa Saraiva Martins C.M.F, Prefekta Kongregacji Spraw kanonizacyjnych. Wspomnienie jej wyznaczone jest na 15 VI. 

„Ziarno wrzucone w życie Albertyny przez Boskiego Rolnika wzrastało z zadziwiającą prostotą,  bo padło na ziemię wolną od cierni, od skał, głęboką, żyzną: ziemię niewinnego dzieciństwa. Ziarno wzrosło bardzo szybko, Żniwiarz zebrał przedwcześnie dojrzały owoc, bo czyhał nań zły człowiek. Ziarno Boże wydało dorodny owoc świętości Albertyny” – tak mówił o niej Ks. Kard.  José Saraviva Martins. W ostatnich słowach homilii wyraził pragnienie, byśmy przez wstawiennictwo bł. Albertyny zdobywali Królestwo Boże, abyśmy zajęli nasze miejsce w chwale Świętych, gdzie na wieki wyśpiewamy chwałę Pana!

(Regina Przyłucka, fragment książki "Święci choć młodzi") 

Zmieniony ( 16.07.2014. )
 
Bł. Józef Sánchez del Río
16.07.2014.

 Bł. Józef Sánchez del Río urodził się 28 III 1913 r., był synem Macario Sanchez i Marii del Rio, w tym małżeństwie urodziło się czworo dzieci. Znani byli jako katolicka rodzina. Macario - ojciec, prosty i szlachetny, zdecydowany, był zamożnym rolnikiem; Maria – matka, była bardzo lubiana, miała dobre serce i była bardzo pracowita, zajmowała się wychowaniem dzieci, jak większość kobiet w tym czasie. Józefa ochrzczono  w parafii Świętego Apostoła 3 IV1913 r., jego rodzicami chrzestnymi byli José E. Ramírez i Angelina Ramirez. 

W wieku 4 lat otrzymał sakrament Bierzmowania podczas wizytacji w dniach 12 - 14 X 1917 r ., parafii Świętego Apostoła w Sahuayo; sakramentu udzielił bp Ignacy Plasencia, (biskup Tehuantepec). Pierwsze lata jego życia upłynęły beztrosko, prosto i spokojnie, naturalnie, tak jak wiele dzieci w jego wieku, grał w kulki. Miał charakter niespokojny potrafił być niegrzeczny, a równocześnie był miły i bardzo posłuszny, bardzo kochał rodziców. Był zdrowym, silnym dzieckiem. Już jako małe dziecko chodził do kościoła w każdą niedzielę. Naukę w szkole podstawowej rozpoczął w Sahuayo, z powodu zamieszek w kraju, w tym czasie, rodzina Sanchez del Rio zmieniła miejsce zamieszkania, przeprowadzili się do Guadalajara, tam kontynuował naukę. Mniej więcej w wieku dziewięciu lat przyjął Pierwszą Komunię Świętą. Miał wielkie nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy z Guadalupe.

Dwóch starszych braci, Macario i Miguel, wstąpiło w szeregi „Cristeros” pod dowództwem generała Ignacego Sánchez Ramírez, w regionie Sahuayo. Józef był jeszcze za mały, by iść z nimi. Przygotowywał się do czynnej walki przez pogłębianie swojego życia religijnego: codziennie odmawiał Różaniec, służył do Mszy św. jako ministrant, często uczestniczył we Mszy św. Początkowo działał w konspiracji, pozyskiwał sobie współpracowników, ale to mu nie wystarczało. Usilnie zabiegał o przyjęcie do „Christeros”, ponieważ jego prośby były bezskuteczne, błagał o pośrednictwo swoją mamę, tłumaczył jej, że już nigdy nie będzie mu tak łatwo dojść do nieba jak teraz. Zdesperowany sam napisał list do gen. Prudencia Mendozy, swoją prośbę uzasadniał tym, że chciałby umrzeć jako obrońca wiary z okrzykiem: „Niech żyje Chrystus Król i Matka Boża z Guadalupe!”.

W Guadalajara i całym regionie znany był ze swojej aktywności Anacleto González Flores lider Akcji Katolickiej Młodzieży Meksykańskiej. Jego okrutne morderstwo 1 IV 1927 r. było iskrą zapalną, ludzie wyszli na ulice, aby oddać hołd świeckiemu męczennikowi, obrońcy wiary. Józef, w czasie pielgrzymki do grobu Anacleto prosił przez jego wstawiennictwo o łaskę męczeństwa w obronie wiary.

Podczas starań o przyjęcie do „Cristeros”, spotkał rówieśnika, razem zabiegali o przyjęcie do oddziałów zbrojnych. Na stwierdzenie gen. Mendozy, że jeszcze nie ma odpowiedniego wieku i sił, aby załadować karabin, rezolutnie odpowiedział, że pomoże żołnierzom, smarować i czyścić broń, przygotowywać posiłki, ponieważ to umie, i również pomoże dbać o konie. Widząc stałość i szczerość, gen. Mendoza przydzielił mu miejsce w szeregach „Cristeros”.

Józef posługiwał z wielką miłością i radością, szybko zyskał sobie szacunek i sympatię wszystkich. Podziwiano jego poświęcenie, obowiązkowość i umiłowanie modlitwy. 6 II 1928 r., na południe od miasta Cotija, w czasie bitwy gen. Mendoza stracił konia, natychmiast zauważył to Józef i heroicznie ofiarował swojego, powiedział wtedy: ,,Panie generale, proszę wziąć mojego konia i się ratować, jest panu bardziej potrzebny niż mnie.”

Generałowi udało się uciec, ale pojmano Józefa. Żołnierze armii federalnej prowadzili go do Cotija wśród obelg i tortur, mówili: zobaczymy jaki to jesteś silny człowieczek! Józef  modlił się by wzmocnić się duchowo i pokonać udręki i upokorzenia. W Cotija, generał wojska rządowego zapytał go, czy chciałby zaciągnąć się do jego wojska. Józef natychmiast odpowiedział, że woli umrzeć, niż zdradzić Boga. Został wtrącony do więzienia w Cotija. Lochy były ciemne, cuchnące. Józef pomyślał o swojej matce, że może się martwi, poprosił o papier i atrament do napisania listu. Napisał: „Cotija, Poniedziałek, 6 lutego 1928. Moja kochana Mamo podczas dzisiejszej walki dostałem się do niewoli. Wydaje mi się, że wkrótce umrę, ale nie martw się, mamo. Przyjmij to jako wolę Bożą. Umrę szczęśliwy u boku naszego Pana. Nie martw się, z powodu mojej śmierci. Powiedz moim braciom, aby brali przykład ze swego młodszego brata i wypełniali wolę Boga. Proszę, abyś razem z ojcem udzieliła mi błogosławieństwa. Pozdrów wszystkich po raz ostatni, i przyjmij serce Twojego Syna, który cię kocha i chciałby cię widzieć przed śmiercią. Józef Sánchez del Río.”

Następnego dnia we wtorek, 7 II, wraz z dwoma więźniami zostali przeniesieni z Cotija do Sahuayo i oddani do dyspozycji radnego Rafała Picazo Sanchez, który ogłosił im,  że zostaną straceni. Uwięziono ich w kościele Świętego Apostoła, sprofanowanym i zamienionym na wiezienie. Rafael Picazo, gdy go zobaczył, przedstawił mu możliwości ratunku: okup pieniężny w wysokości 5 000 pesos, zdobycie pieniędzy, żeby mógł uciec za granicę, lub naukę w szkole wojskowej. Józef bez wahania odrzucił wszystkie oferty przekazywane przez swojego znajomego.

Gdy jego ojciec Macario został poinformowany o aresztowaniu syna Józefa i możliwości wykupienia go za dużą sumę pieniędzy, natychmiast przybył do niego, aby zrobić wszystko w celu ratowania jego życia. Rodzina powiadomiła go, że zapłaci okup za wolność, ale Józef prosił, żeby nie płacili ani grosza, bo on już ofiarował swoje życie Bogu.

Józef bardzo przeżywał to, że kościół jest w rękach rządu i znajduje się w opłakanym stanie. Jednej nocy, Józefowi udało się rozwiązać powrozy, którymi był skrępowany i postanowił zabić kury, które były w świątyni. Potem schował się w zakamarku świątyni i zasnął. Następnego dnia zapytano go, czy zdaje sobie sprawę z tego co zrobił? Józef zdecydowanie odpowiedział: „To jest dom Boży, dom modlitwy, nie na schronisko dla zwierząt! Jestem gotów na wszystko. Niech mój Pan będzie świadkiem.” Tak silnie uderzono go w twarz, że wypadły mu zęby. Gdy przebywał w tym więzieniu, ciotka Maria, wysłała obiad jemu i jego koledze Lazaro. Lazaro nie chciał jeść, ale Józef zachęcił go: „Na wszystko jest czas, teraz jedzmy, a potem nas zastrzelą.” Tego samego dnia o 17:30 zabrano ich obu, z kościoła zamienionego na więzienie i wywieziono na rynek główny od strony zachodniej, tam zgładzono Lazaro przez powieszenie. Józef musiał być świadkiem śmierci swojego przyjaciela. Zwrócił się do katów i stanowczo powiedział do nich: „Mnie też zabijcie!” (Przypuszczjąc że Lazaro jest już martwy, obniżono ciało i zaciągnięto na cmentarz, zdołał uciec, a po kilku dniach wrócił do oddziałów „Cristeros”.) Obecnością przy egzekucji chciano tylko przestraszyć Józefa, wrócił z powrotem do więzienia. Zamknięto go w ciasnej, ciemnej celi z małym oknem, od czasu do czasu widział ludzi. Niektórzy rozpoznawali go i rozmawiali z nim. Zaświadczali, że Józef był spokojny i spędzał czas z różańcem i śpiewem chwaląc Boga. W  piątek, 10 II, o godz.18 przeniesiono go z kościoła, do innego wiezienia i oznajmiono mu, że jest już blisko śmierci. Od razu poprosił o papier i atrament do napisania listu do swojej ciotki Marii, dziękując jej za wsparcie i pomoc w realizacji jego planu: prosił, aby powiedziała ciotce Magdalenie, aby ta przyniosła mu w nocy Komunię św. jako wiatyk. Napisał: „Sahuayo, 10 lutego 1928. Pani María Sánchez de Olmedo. Droga ciociu ja jestem skazany na śmierć. O 8.30 rano nadejdzie moment, na który tak długo wyczekuję. Dziękuję Ci za wszystko dobro, które dla mnie uczyniłaś ty i Magdalena. Nie jestem w stanie napisać do mojej mamusi, wiec napisz proszę do niej ty  w moim imieniu i do Marii S. Niech Magdalena porozmawia z porucznikiem, żeby mogła się ze mną zobaczyć ostatni raz. Spodziewam się, że nie będzie się sprzeciwiał, i pozwoli przyjść. Przesyłam serdeczne pozdrowienia jak zawsze i teraz, ostatni raz, z całego serca bratanka, który cię bardzo kocha i chce zobaczyć. Chrystus żyje, Chrystus króluje, Chrystus panuje! Niech żyje Chrystus Król i Święta Maryja z Guadalupe! José Sánchez del Río, który zginał w obronie swojej wiary. Nie zapomnij zajrzeć tutaj. Do widzenia.”

Około godz. 23 rozpoczęło się jego męczeństwo: pocięto mu nożem stopy i zmuszono go, byszedł, eskortowany przez oddział wojska, ulicą. Już na cmentarzu, wobec jego heroicznej wiary i męstwa oraz gotowości do męczeństwa, dowódca plutonu egzekucyjnego, rozkazał go bić aż do śmierci, nie strzelać, żeby nie było słychać odgłosów strzałów. Przy każdym uderzeniu Józef krzyczał coraz bardziej stanowczo: „Niech żyje Chrystus Król!” Kat widząc tą torturę, zapytał Józefa, czy chce przekazać jakąś ostatnią wiadomość ojcu. Odpowiedział: „Tak. Do zobaczenia w niebie. Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Święta Maryja z Guadalupe!” Otrzymał cios sztyletem. W tej chwili ucichły okrzyki, które wściekały wykonawców wyroku. Józef resztką sił nakreślił znak krzyża na ziemi, w ten znak lała się jego krew. Dowódca wyciągnął broń i oddał strzał w jego głowę. Józef  ofiarą życia zaświadczył o miłości do Chrystusa Króla i Maryji z Guadalupe w nocy, w piątek 10 II 1928 r. Jego ciało pochowano bez trumny, bezpośrednio w ziemi. Później doczesne szczątki zostały ekshumowane i przeniesione do Krypty męczenników świątyni Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sahuayo, a w 1996 r. ponownie przeniesiono je do parafii Świętego Apostoła w Guadalajara, tam gdzie był więziony kilka dni przed śmiercią (...) prowadzącą wprost na cmentarz komunalny. Kat widział jego siłę i zdecydowanie, mimo nieludzkiego okrucieństwa nie wyparł się Boga i wiary. Płakał z bólu i samotnie wołał: „Niech żyje Chrystus Król i Święta Maryja z Guadalupe.” Sąsiedzi słyszeli ten krzyk, znak żarliwej pobożności chrześcijańskiej, który Józef wykrzykiwał w środku nocy: „Niech żyje Chrystus Król.”

Wspomnienie bł. Józefa, który nie miał jeszcze 15 lat gdy umierał za wiarę, przypada 10 II. Inne źródła podają datę 19 II.

(Regina Przyłucka, fragment książki "Święci choć młodzi")

Zmieniony ( 16.07.2014. )
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 7 z 39
 

Szczerość i umiejętność w ukazywaniu stanu swej duszy kierownikowi sumienia jest warunkiem owocnego kierownictwa i zabezpieczenia przed różnymi złudzeniami w życiu wewnętrznym.
ks. F. Blachnicki

Rekolekcje "Przy studni"

logo_przy studni

Linki

foska

 

blachnicki

 

 Wydawnictwo Światło-Życie

 CMIS

 

 




intra